Zygmunt Padlewski – przywódca powstania styczniowego w Płocku

Zygmunt Padlewski

Urodził się 1 stycznia 1836 roku we wsi Czarniawka Mała pod Berdyczowem. Był synem Władysława i Judyty z Potockich. Jego ojciec brał udział w powstaniu listopadowym. Rodzice kładli nacisk na naukę, dlatego Zygmunt w wieku 6 lat mówił po francusku i znał bardzo dobrze historię Polski. W wieku 10 lat rodzice wysłali go do Korpusu Kadetów w Brześciu Litewskim. W 1855 r. pojechał do Petersburga by dokończyć naukę. W 1857 r. uzyskał on dyplom naukowy i nominację na pierwszy stopień oficerski – podchorążego, rok później został wcielony do finlandzkiego pułku strzelców. Kontynuował naukę w Akademii Artyleryjskiej w Petersburgu, którą ukończył z wyróżnieniem w 1860 r. Następnie został przeniesiony do 8 baterii artylerii konnej gwardii w Petersburgu. Padlewski utrzymywał kontakty z Polonią i brał udział w kołach patriotycznych - koło literackie, które  z czasem przerodziło się w organizację spiskową, a w 1861 r. przyjęło nazwę Koła Oficerów Polaków w Petersburgu. Z Koła wytypowano 12 instruktorów, którzy mieli szkolić kadrę oficerską legionu Mierosławskiego, Zygmunt był jednym z wybranych. Latem 1861 r. uzyskał urlop długoterminowy z wojska, udał się najpierw do Kijowa, gdzie brał udział w naradach komitetu rewolucyjnego. Potem wyruszył do Warszawy, gdzie jako delegat Petersburskiego Koła Oficerów Polaków miał nawiązać kontakty z ze spiskowcami. Od nich uzyskał instrukcje potrzebne do wykonania powierzonego mu zadania na emigracji. Pod koniec 1861 r. wyjechał do Paryża. Tam niestety trafił na konflikt wśród polskiej emigracji i nie udało mu się ustalić współdziałania z Mierosławskim i emigracją na temat przygotowań do powstania zbrojnego w kraju. Na emigracji Zygmunt podjął się  pracy jako instruktor artylerii w Polskiej HerbSzkole Wojkowej w Genui. Wykładał tam również matematykę, strategię, taktykę i historię wojen. Był także prezesem organizacji Towarzystwa Młodzieży Polskiej. Latem 1862 r. rząd włoski zażądał zamknięcia szkoły. Wysocki zamierzał przenieść szkołę do Anglii, dlatego wysłał tam Padlewskiego. Jednak on został wezwany do Petersburga, w związku z kończącym się urlopem. Podjął wtedy decyzję o zerwaniu ze służbą carską i pozostaniu nielegalnie za granicą, otrzymał paszport na nazwisko Skórzewski. Pod koniec października 1862 r. wrócił do kraju. Głównym jego zadaniem było odbudowanie organizacji wojskowej.

Na skutek spiskowych działań ks. Konstanty podjął decyzję, że w nocy z 25 na 26 stycznia 1863 r. zostanie przeprowadzony pobór do rosyjskiego wojska – branka.  CKN i Padlewski jako Dyrektor Wydziału Wojskowego ułożyli „plan dyslokacji” – polegający na tym, że przymusowi rekruci do wojska carskiego, mieli opuścić domy i przenieść się do wskazanych im rejonów na terenie innych powiatów, a nawet za granicę i tam czekać na wybuch powstania. 17 stycznia Padlewski stanął na czele zbiegów w lasach błońskich i kampinowskich. Z nimi ruszył na Modlin aby zająć twierdzę, lecz wyprawa nie udała się. 21 stycznia 1863 r. znalazł się na wschód od Płocka – zgodnie z planem miał zamiar wziąć udział w wyprawie płockiej, a następnie kierować stąd przyszłymi działaniami powstańczymi w kraju. 25 stycznia stanął na czele sił zbrojnych województwa płockiego. Swoją korespondencję podpisywał jako Bogdan Bocian.

27 lutego Tymczasowy Rząd Narodowy zdecydował się powołać trzech wyższych dowódców dla armii terytorialnych: gen J. Wysocki – dowódca frontu zachodniego, po lewej stronie Wisły, gen L. Mierosławskiego – dowódca frontu wschodniego, po prawej stronie Wisły, płk Z. Padlewski – dowódca frontu północnego - województwo płockie i augustowskie.

W nocy 1 marca przedostał się do powiatu ostrołęckiego w celu połączenia się z oddziałem. Padlewski staną na czele 2000 ludzi i rozpoczął nową kampanię. 9 marca 1863 r. pobił Rosjan pod Maszyńcem. 12 marca jego oddział został otoczony przez Rosjan w Drędzewie nad Oszycą. Dzięki zręcznym manewrom udało mu się ocalić życie. Udał się do granicy pruskiej, gdzie spodziewał się dostać broń. Jego oddział rozproszył się i czekał na rozkazy. 15 marca pokonał oddział kozaków pod Żeńbokiem a potem udał się do Klic. Po rozwiązaniu swojego oddziału, postanowił dołączyć do wojsk z Prus Zachodnich dowodzonych przez mjr. H. Łowiński.

Wyposażony w fałszywy paszport – na nazwisko Zenon Poliński wraz z wiernymi powstańcami ruszył w drogę. Pod miejscowością Bożymin powóz jego został zatrzymany przez kozacki posterunek. Padlewski wdał się w niepotrzebną dyskusję z Kozakiem. Zamiast okazać mu paszport, proponował mu od 200 do 500 rubli. Zachowanie Zygmunta wzbudziło podejrzenie, i gdy nadjechał oficer kozacki Godlewski, kazał zejść podróżnym z powozu.

W czasie rewizji pojazdów znaleziono kilka rewolwerów, konfederatkę Padlewskiego i plik dokumentów urzędowych z pieczęciami Rządu Narodowego. Podróżni zostali aresztowani i dostarczeni do Lipna, a po zorientowaniu się kogo zatrzymali kpt. Prowolski wydał rozkaz by odstawić natychmiast pod silnym konwojem do Płocka i osadzono w więzieniu kryminalnym, każdego w oddzielnej celi. Pierwszą wiadomość o uwięzieniu Padlewskiego ogłosił „Dziennik Powszechny”.

Padlewski zdając sobie sprawę, że czeka go kara śmierci poprosił naszelnika – gen. Siemieka by zawiadomił jego rodzinę. Podczas pobytu w więzieniu o sytuacji w kraju informowany był przez wujenkę Klementynę Potocką. Podczas przesłuchań nie zdradził żadnych informacji, które mogły by zaszkodzić towarzyszom broni. Sąd wojenny wydał wyrok skazujący go na karę śmierci przez rozstrzelanie. Rząd Narodowy czynił starania, aby Padlewskiego uwolnić, a nawet zamierzał odbić go z więzienia. Jednak siły będące wówczas w Płocku były za małe.

15 maja 1863 r. rano po spowiedzi został wyprowadzony na plac, gdzie pluton egzekucyjny w składzie 12 strzelców wykonał wyrok.

Ostatnie chwile Zygmunta Padlewskiego w świetle anonimowej relacji świadka, zaczerpnięte z biografii generała, pióra Władysława Karbowskiego.

„Był to ranek wiosenny, przecudny, słońce co tylko wschodziło, niebo paliło się wszystkimi barwami tęczy, rosa błyszczała jak rozsypane brylanty, cisza panowała jeszcze w mieście, tylko skowronki w polu witały słońce”.

Egzekucją kierował płk Poźniak, polski renegat, małego wzrostu, szczupły, już od 10 lat dobrze znany mieszkańcom Płocka z okrucieństwa i rozpusty. Toteż z sadystycznym upodobaniem i rutyną wyreżyserował on tę paradę wojskową. Na placu ustawiono we wzorowym ordynku oddziały asystencyjne i pluton egzekucyjny w składzie 12 strzelców.

Po odczytaniu krótkiego wyroku w języku rosyjskim rozpoczęła się egzekucja. Jak podaje anonimowa relacja, Padlewski „przykląkł na jedno kolano i odebrawszy absolucję i błogosławieństwo na drogę wieczności, powstał i wdział sam na siebie podaną mu z grubego białego płótna odzież śmiertelną, a następnie poprowadzony został do słupa, wkopanego nad wykopana mogiłą przy dziewiątej topoli od brzegu rachując południowego… Wreszcie oficer jeden zdjął ze siebie sznur, podał go żołnierzowi, który natychmiast przeciągnąwszy pod rękoma, przymocował do słupa. Wkrótce na dany cichy znak, widziany od Padlewskiego, bo oczu nie miał zawiązanych, na któren on, stojąc pod słupem z rękoma o sznur opartymi, głową sam skinął na znak żołnierzom: dwunastu w szeregu stojących żołnierzy wystrzeliło. A gdy pan Zygmunt jeszcze znaki życia okazywał… jeszcze jeden żołnierz, wystąpiwszy z szeregu, strzałem go ugodził, poczem żołnierze, obok się przypatrujący, otoczyli ciało na lewą stronę pochylone, przecięli pałaszem sznurek i zaraz w bok w wykopana wrzucili mogiłę, gdzie, o ile się zdaje, pan Zygmunt, przysypywany ziemią, głową to na lewą to na prawą ruszał stronę.”